Pandy uważajcie! Możecie czuć się obserwowane...


Witam drogich czytelników! Dzisiaj przeżyłyśmy z Mają dzień pełen wrażeń. Kamaria zaprosiła nas na pyszną bambusową herbatę, oczywiście z chęcią ją odwiedziłyśmy. W pewnym momencie naszej rozmowy Kamaria przeprosiła nas na chwilę i oddaliła się kawałek, ponieważ miała telefon. Kiedy wróciła, zdawała się zdezorientowana i zdenerwowana. Opowiedziała nam o tym, co przed chwilą usłyszała. My też nie byłyśmy zachwycone wiadomością. Otóż do Kamarii dzwonił Gonzo. Zawiadomił, że na naszej wyspie pojawił się szpieg. Podobno przychodzi do nas z Bitterlandii. Kiedy tylko to usłyszałyśmy, od razu popędziłyśmy do Gozna. Chciałyśmy poznać więcej szczegółów. Gonzowi kończyła się kasa na koncie i nie zdążył powiedzieć Kamarii szczegółów dotyczących tajemniczego gościa. Kamaria poprosiła nas, abyśmy poinformowały ją, jeżeli dowiemy się czegoś od Gonza.
Popędziłyśmy z Mają na basen. Czekał tam na nas Gonzo, któremu aż okulary z tego wszystkiego z nosa spadły! Oświadczył, że widział w szatni podejrzane ślady… Szpieg powinien nosić czyste buty i omijać błoto, przez jego nieostrożność łatwiej nam go znaleźć! Jeśli uda nam się dokładnie namierzyć niechcianego gościa, wolę nie myśleć nawet, co może mu zrobić wściekły Evron! Tak czy inaczej, nam nieco poprawił się humor. W końcu ślady butów to też zawsze jakiś dobry znak J Jak się okazało, kiedy weszłyśmy do szatni, śledy prowadziły na basen…. Wyszłyśmy więc z powrotem. Zarówno my, jak i Gozno, zauważyłyśmy w drzewach coś niepokojącego… Tak! To on! Balony z wodą! Szybko! Biedny Gozno nie miał akurat żadnego przy sobie, ale poradziłyśmy sobie ze szpiegiem we dwie. Wyskoczył ze swojej kryjówki. Spy – tak brzmiało jego imię. Pobiegł nad jezioro. Szybko! Szybko! Za nim! Ahh, niezły jest… Szybki… Za szybki jak dla mnie. Żeby tylko nie skrzywdził małych, bezbronnych woobysi! Przy jeziorze już go nie było. Niestety, nasz wiecznie wesoły Clown, który jak zawsze miał ochotę na żarty, także nie zdążył schwytać Strażnika Evrona. Następnym razem, gdy tylko go zobaczę, nie dam mu uciec! Nie wiem, co zrobię… Uczepię się jego nogi, będę trzymać jak najmocniej i zacznę krzyczeć: „Aaaaa!!! Pomocy!!! Ratunku!!! Help!!!” („help”, jakby akurat jakaś zagraniczna panda była w pobliżu), a w razie potrzeby dodam: „Pedobear mnie goni!!!” (może to bardziej podziała, gdyby na poprzednie wezwanie nikt nie zareagował…). No tak, ale t następnym razem… W chwili obecnej nic nie mogę zrobić…
Tak, ale powracając do tematu – wróciłyśmy z Mają do Kamarii i zdałyśmy jej szczegółową relację z tego, czego dowiedziałyśmy się od Gonza i tego, co same przyżyłyśmy. Kamaria zmartwiła się tymi wieściami. Jednak wszyscy mamy nadzieję, że ta przygoda dobrze się skończy (to mogę wam już teraz zagwarantować, bo jakby coś nie wypaliło, to Panfu by się skończyło, a tak mam nadzieję się nie stanie, poza tym, wszystkie przygody jak dotąd dobrze się kończyły ;) ). Zostałyśmy jeszcze trochę u Kamarii i miło spędziłyśmy resztę czasu (a tego, co dokładnie robiłyśmy, możecie dowiedzieć się czytając opowiadanie mojego autorstwa, którego początek już niedługo pojawi się na blogu, jednak fragment z Kamarią nie pojawi się w pierwszym rozdziale… takie info, jakby ktoś miał ochotę poczytać ;) ).
Pisała dla was
Malinka2, która jeszcze nie ma podpisu, ale może za jakiś czas zostanie jego posiadaczką.

8 komentarzy:

  1. Malinko, następną część zostaw mi. :) Wspaniały post. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, jak piszesz takie posty? Nauczysz mnie?

    OdpowiedzUsuń
  3. No, no, sława i kariera! Jesteś królową blogerrów!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejku, kochani... . Dziękuję za miłe słowa. Nie wiem, jak piszę... Jeżeli temat mnie ciekawi, nie jest trudny, jakoś wszystko samo "idzie" i piszę to, czym była moja pierwsza myśl... Na większość w sumie wpadam podczas pisania. Nie wiem, czy tego da się nauczyć , ale chętnie pomogę :) Myślę, że to efekt prawie 6-letniej pracy, wielu napisanych wypracowań i dobrej nauczycielki języka polskiego :) Więc jeżeli ktoś pracuje w szkole, lubi pisać, ma wenę, bez problemu może coś takiego stworzyć. Nie sądzę, żebym mogła kiedyś zostać królową bloggerów, ale tego bloga będę prowadzić z całkowitym oddaniem i mam nadzieję, że zadowolę czytelników. Oczywiście, po przeczytaniu czy zobaczeniu tego posta, jak i komentarza, zapewne już wiecie, że króciutkich wypowiedzi nie piszę. Niektórzy mogą to uznać za plus, inni za minus, to zależy, czy ktoś lubi czytać. No cóż, sławy raczej nie osiągnę, zazwyczaj jestem raczej cicha, ale będzie mi miło, jeżeli na tego bloga będzie zaglądało chociaż kilku stałych czytelników :) Cóż, niedawno skończył się remont, więc dopiero teraz blog rusza pełną parą. Mam nadzieję, że wielu pandom się tu spodoba.
    Wasza panda z pękającym sercem,
    Malinka2 (czy też Jula, Julka, Julia, Julusia, Julcia, Juleczka jeśli ktoś woli, chociaż osobiście nie przepadam za aż takim zdrabnianiem imion), która nadal nie posiada podpisu (chociaż wie, że do komentarzy nie jest potrzebny).

    OdpowiedzUsuń
  5. Aha, to tak robisz te cuda. :] Postaram się na tobie wzorować, kochana Julko.

    OdpowiedzUsuń
  6. Malinko, duża ilość komentarzy idzie do rankingu! Czeka cię też niespodzianka. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Radziłabym jednak zamiast Bitterlandczyka Strażnika Evrona. ;) Aha, Clown nazywa się Mr.Curle'y. ;) A jak koniecznie piszesz Clown, to z dużej- traktujemy to jako imię. Posiadłaś licencję na odznaczenia nietypowo, więc tak do połowy ją masz, a do połowy nie. Więc powinnaś sama poprawić, a jak chcesz, możesz zostawić Bitterlandczyka. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję Maju ^^ Błędy poprawione. Emm... Co jeszcze dodać? Ok, tym razem krótko...
    Malinka2

    OdpowiedzUsuń