Sekrety Panfu
Przerwa oficjalnym zamknięciem bloga*
Bollywoodzka Impreza Herbaciana
Witajcie pandy! Mam nadzieję, że wszyscy pamiętacie, co odbywa się dzisiaj na Panfu. Impreza!!! A dokładniej, jak to „profesjonalnie” jest określane, bollywoodzka impreza herbaciana. Cóż, spodziewałam się, że zawita parę pand, jednak kiedy weszłyśmy do sali balowej w zamku, świeciła ona pustkami. Jedynie Pandalagnelo wydawał się zainteresowany indyjską herbatą. Stał, jak zwykle zresztą, samotnie przy wejściu do sali. Jednak każdy medal ma dwie strony – więcej miejsca i herbaty dla nas! :D Dobrze, że byłyśmy tam we trzy. Zawsze lepiej napić się z przyjaciółmi! No tak, zawsze jest malarz… Ale w sumie jest mało rozmowny, całkowicie oddany sztuce… Ale dla jasności, chodzi o picie herbaty, prawda, Maju…? Tak, oczywiście! Ale swoją drogą zawsze przyjemniej jest spędzać czas z przyjaciółmi! Tak, to prawda. Lecz kiedy chciałyśmy napić się herbaty, która jest podobno taka pyszna i niespotykana, że trzeba ją było wieźć aż z Indii, pojawi się malutki problem – przy każdym ze stolików, których było dwa, stały tylko dwa krzesła. Abyśmy mogły wypić herbatę wspólnie, chciałyśmy przysunąć do jednego stolika krzesło z drugiego stolika. Zadanie okazało się trudniejsze, niż myślałyśmy, gdyż każdy z krzeseł było naprawdę bardzo ciężkie i chyba jedynie Pudzian zdołałby je przesunąć! Prosiłyśmy nawet o pomoc malarza, ale i on nie podołał zadaniu. Nie wiedzieliśmy, co w takiej sytuacji zrobić. Optymalnym pomysłem, który był możliwy do zrealizowania, było to, że usiądziemy z Mty na jednym filiżankowym krześle. Tak też zrobiłyśmy. Jednak trochę zaskoczyło nas to, co zobaczyłyśmy, kiedy miałyśmy zamiar nalać sobie do filiżanek aromatycznej, pysznej, gorącej herbatki. Już sięgałam po imbryczek, ale zamiast niego poczułam pod łapką jedynie powietrze. Gdzie podziała się herbata?! Dlaczego krzeseł nie dało się przesunąć? Czemu na sali nie było nikogo poza nami? Dlaczego tylko dwa stoliki? Pand na Panfu jest naprawdę dużo! Wiele pytań przychodziło nam do głów, jednak były to pytania, na które nikt nie znał odpowiedzi. Aby je poznać, nie pozostało nam nic innego, jak udać się do Bruno i wypytać go o wszystko. W końcu to on był odpowiedzialny za organizację całej imprezy. Od razu, kiedy wpadłyśmy do restauracji, zaczęłyśmy zasypywać Bruno pytaniami. On, jak zwykle, zaproponował nam rozmowę i wyjaśnienia przy frytkach, jednak odpowiedziałyśmy, że wolałybyśmy skosztować w końcu herbatę, którą z ogromnym wysiłkiem i pod przymusem wcinania batonów przytachałyśmy do niego. Powiedział, że impreza oficjalnie zaczyn się nieco później, dlatego na stolikach na razie nie pojawiła się herbata. W sumie faktycznie chyba dobrze postąpił, tylko by wystygła. Dodał, ze z tych samych przyczyn na razie są tylko dwa stoliki. Co do krzeseł natomiast, poradził nam skierować się do Kamarii, jeżeli chcemy uzyskać dokładniejsze informacje. Trochę zdziwiło mnie to, że i Kamaria maczała w tym palce, jednak ruszyłyśmy z powrotem ku zamkowi. Gdy byłyśmy już we wieży, zastałyśmy Kamarię szukającą czegoś w swych zbiorach książek. Kiedy zapytałyśmy ją o sprawę krzeseł i powiedziałyśmy, że to Bruno nas do niej skierował, mruknęła do siebie coś w stylu „Mówiłam, że to nienajlepszy pomysł”… Niezbyt wiedziałam, o co chodziło… W każdym razie udzieliła nam odpowiedzi na pytanie. Otóż była to jej sprawka. Rzuciła zaklęcie na krzesła. Nie wszystkie pandy są sprawiedliwe i ktoś mógłby ukraść krzesło czy stolik. Co prawda był tam Pandalagnelo, ale nie zdołałby podołać jakiemuś osiłkowi próbującemu ukraść coś z sali. W nocy, kiedy każdy by spał, albo w takiej chwili, kiedy nikogo nie ma w sali, takie zaklęcie rzeczywiście dla bezpieczeństwa może być dobrym pomysłem. Zapytałyśmy Kamarii także o to, czy mogłaby zrzucić czar z jednego z krzeseł na moment, abyśmy mogły przysunąć je do stolika i usiąść razem. Powiedziała, że to zupełnie niepotrzebne i wyglądałoby nieestetycznie. Nakazała nam iść za sobą, kierując kroki ku sali balowej. Na naszych oczach sprawiła, że przy stoliku pojawiło się jeszcze jedno krzesło, samo z siebie, po prostu ukazało się jakby z powietrza. Wszystkie wybałuszyłyśmy oczy i z zadziwioną miną patrzyłyśmy na te cuda. Musiałyśmy wyglądać naprawdę śmiesznie, gdyż usłyszałam, jak malarz cicho chichotał. Zapewne, jako że mieszka niedaleko Kamarii, widział takie cuda nie raz. Jednak dla nas było to coś niecodziennego. Kamaria wyczarowała aż cztery takie krzesła. Do każdego za stolików dostawiła po dwa. Do tego sprawiła, że na sali pojawiły się kolejne dwa komplety, składające się z jednego stolika i czterech krzeseł, więc w sumie były cztery takie komplety. W momencie, kiedy Kamaria skończyła czarować, pojawił się Jay Pea z herbatą, imbryczkami i wrzątkiem na tacy. Postawił zastaw na każdym ze stolików. Podziękowałyśmy im i zasiadłyśmy do picia herbaty. Rzeczywiście była bardzo smaczna. Ja chyba pojadę po taką do Indii, kocham pić herbatę, a ta była naprawdę wyśmienita!
Hihi, ciekawe, czy Kamaria z Gonzem przyjdą na romantyczne popijanie herbatki przy świecach, kiedy nikogo już nie będzie.
Pisali dla Was
Tajny Ja&Mty&Maja160&Malinka2
![]() |
| Malinka nie pozwoliła sobie zrobić fotki :( |
Herbaciany gość
Witajcie pandy! Czy słyszeliście już najnowsze plotki? Podobno jakaś panda zawitała Panfu! Lubię gości, zawsze ich przyjazd wiąże się to z jakąś przygodą. Dlatego od razu, gdy do moich uszu doszły pogłoski o odwiedzinach, skierowałam się ku domowi Mai. Akurat w odwiedzinach u niej była także Mty. Wparowałaś do chatki tak podekscytowana, że myślałyśmy, że to jakaś niesamowicie niesłychana i nie cierpiąca zwłoki sprawa! A czy taka nie była? Takie przypadki nie zdarzają się codziennie. Hihi, ale gdybyś widziała swoją minę… Tak, to było genialne. O mało nie padłam ze śmiechu! Tak czy inaczej, razem ruszyłyśmy do portu. Podobno tam miał czekać Jay Pea. Rzeczywiście tam był. Chyba cierpi na chorobę morską. Wyznał nam, że nie czuł się najlepiej podczas długiego rejsu z Indii. Właściwie nie wiem, gdzie leży Panfu, więc może wyspa nie jest tak daleko od Indii. Jednak jeżeli Jay tak uważa – wierzę mu na słowo. Podobno podczas podróży miał twarz zieloną jak ta czcionka! Czuł się źle nawet po powrocie na ląd. Współczuję biednemu Jay’owi. Co prawda nie wiem, jak to jest mieć chorobę morską, ale po części znam to uczucie… Myślę, że choroba lokomocyjna może być podobna do choroby morskiej. Tak, ale nie przypłynął tu na marne! Przywiózł specjalnie dla nas herbatę. Jednak nie jest ot zwykła herbata. Jest to herbata Fair Trade – herbata ze sprawiedliwego handlu. Oznacza to, że hinduscy pracownicy zostali sprawiedliwie wynagrodzeni za swoją ciężką pracę. Ta herbata jest nieco droższa od innych, ale za herbaciany zarobek hindusi muszą utrzymać siebie i swoje rodziny. Jay zaprosił nas na herbatę do Chez Bruno. Jednak trzeba było przenieść worek do restauracji. Nie był lekki. Nie dałyśmy rady zanieść worków, każda z nas miała swój oddzielny. Jay poradził, abyśmy zyskały trochę energii jedząc batoniki. Nie sądzę, aby dały nam aż tyle energii i siły, abyśmy podniosły worki. Jednak poszłyśmy do automatu z batonikami musli znajdującego się na plaży, ponieważ był to chyba najbliższy nam automat. Jay powiedział, że wyglądamy na silniejsze. Nie chciało mi się wierzyć, żeby jeden batonik pomógł. Jednak każdej z nas udało się przenieść worek kawałek dalej, na plażę, gdzie zjadłyśmy po kolejnym batonie. No i weź tu człowieku schudnij… Ale chociaż worek udało się przenieść aż do dżungli! Taa… Te batony w ogóle nie dodają mi sił, tylko kilogramy! Od kiedy doszłam do dżungli, nie zjadłam ani jednego batona więcej. Całkowicie opadłam z sił. Zresztą my dźwigałyśmy worki, a Jay, który, jak się okazało, nie był dżentelmenem, nie niósł nic. Na szczęście wykazał trochę kultury i pomógł mi z tym workiem. Jak się kogoś zaprasza na herbatę, to na herbatę, a nie na dźwiganie worków i jedzenie batoników… Haha, fakt. Ale poza tym, kiedy doszłyśmy do dżungli, przeżyłyśmy szok! Do tej pory ani w porcie, ani na plaży nie widziałyśmy takich tłumów, jakie czekały na nas w dżungli. Niczym w zimie przed igloo! Jay prawie się dusił, tle pand tłoczyło się obok niego. Nikt nie mógł podnieść worka. Chyba wszyscy w dżungli się zmęczyli i postanowili oprzeć się o swoje worki przy Jay’u. Taki był tam tłum, że naprawdę niczego nie można było zobaczyć, nawet kawałka worka. Próbowałam przepchnąć się przez tłum, ale na marne. Pandy były nie do przebicia, zupełnie jakby postanowiły utworzyć ze swoich ciał ścianę chroniącą Jay’a nie wiadomo przed czym. Malinko, zrozum, to jego fani. Nie, nie czuję tego, nie czuję… Ja jestem Serce, a ty jesteś Rozum, czujesz? Ty też byś się tak pchała po autograf Eminema! No oczywiście, teraz już czuję! Ale ten tłum i tak był przerażający. Tak, to było okropne. Wszystko mi się zaczęło zacinać! Po pewnym czasie czekania, aż inni się odsuną, postanowiłyśmy zmienić serwer. I wiecie co się okazało?! Nie było tam prawie nikogo, zaledwie trzy pandy poza nami. Co prawda przypuszczałam, że na innym serwerze będzie mniej pand, ale mimo wszystko trochę się zdziwiłam i żałowałam, że wcześniej nie wpadłam na to, żeby zmienić serwer. Zaoszczędziłybyśmy trochę czasu. Ale zawsze mogło być gorzej i mogłyśmy tam stać dłużej. Na szczęście w mieście też nikogo nie było. Ani jednej pandy. Za to ja też straciłam wszystkie siły. Jay pomagał nieść worek Malince, więc wspólnie postanowiliśmy, że najpierw razem zaniesiemy jej worek, a następnie wrócimy po mój i Mty. Co prawda obawialiśmy się, że ktoś mógłby go ukraść, ale nikt nie miał siły i energii. Tak więc zabraliśmy do restauracji jeden z worków, a resztę zostawiliśmy na ławce w mieście. Na szczęście byliśmy blisko Chez Bruno i nie trzeba było iść już daleko. Kiedy jeden worek zostawiliśmy w bezpiecznym miejscu, czyli w łapkach Bruno, wróciliśmy po pozostałe dwa. Poczułam ulgę, kiedy upewniłam się, że one także są tam, gdzie je zostawiliśmy. Gdy już wszystkie worki były na miejscu, powiedzieliśmy Bruno, że znajduje się w nich herbata z Indii. Cóż, nie wydawał się być bardzo ucieszony. Jak zwykle proponował nam frytki, jego specjalność. Jednak ja chyba dosłownie pękłabym po zjedzeniu frytek. Byłam najedzona batonikami. Tak, Bruno rzeczywiście wolałby przygotować frytki, ale wpadł na całkiem niezły pomysł. Zaproponował, abyśmy urządzili imprezę z indyjską herbatą. Jak już to chyba wieczorek herbaciany czy coś w tym stylu. Taka nazwa lepiej by pasowała. Heh, racje. Za to ja myślę, że nie obejdzie się bez frytek i Bruno przygotuje trochę jego specjału. Może na imprezie, znaczy na herbacianym wieczorku, pojawią się nawet jakieś wymyślne potrawy, np. frytki polane herbatą, herbata słodzona frytkami, frytki, w których środku będzie herbata, herbata o smaku frytek, frytki o smaku herbaty… Dobrze, dobrze Maju, nie sądzę, żeby takie potrawy były możliwe do przygotowania. Ale i tak nie powstrzymam się od zamoczenia frytki w herbacie! Nie sądzę, żeby było to smaczne połączenie… Ale zawsze można spróbować. Jeżeli koniecznie chcesz zwymiotować… Oj tam, oj tam! Lepiej, żebym żałowała, że coś zrobiłam, niż żebym żałowała, że czegoś nie zrobiłam. Oj Maja, Maja… No cóż, pożyjemy, zobaczymy. Może na imprezie zmienisz plany.
Do napisania
Maja160&Mty&Malinka2
Pozdrawiam,
SN(podpis z napisem "SN" pojawi się jutro)
Roboty, ostatnia część
Witam! Mało z Was wie, że zawsze chciałam mieć siostrę, wspaniałą, młodszą, a nie, tego starego, wielkiego, gbura, którego nazywam moim bratem.. :S Także trochę zmyśliłam Natalkę, ale nie gniewajcie się.. Więc dziś o północy poszłam z Natalią do Profesora Bookworma. Powiedział, że w jego Jaskini jest badzo gorąco, i poprosił, żebyśmy przyniosły mu picie z automatu w Dżungli. Szybko tam poszłyśmy, i zaniosłyśmy napój energetyczny. Ja pierwsza, zobaczyłam wielkiego robota, mutanta, i przeraziłam się! A właściwie, chciałam wam z Wymyśloną Natalką pokazać slajdzik, który oprowadzi was krok, po kroku. :)SN
"Miłość" wśród pand
Dziś postanowiłam... Napisać dalszą część przygody!! Nie, nie Malinko! Postanowiłam pochodzić po mieście i porozglądać się i... Porobić fotki!! Nie! Mogę skończyć?? Więc.. Udałam się na łowienie pracy w mieście. Wiem, że to nie był dobry pomysł ale przynajmniej dzięki temu mogę coś tu napisać ;) Jak zwykle były tam ogłoszenia o.. O poszukiwaniach dziewczyny lub chłopaka!! W tym masz rację! Były tam tylko ogłoszenia o poszukiwanie drugiej połówki.
Jednak znalazłam ogłoszenie o pracy!! Praca dla sprzątaczki!! Może to nie wymarzona praca, ale spróbować można. Poszłam do chatki pandy, która to ogłaszała. A tam... A tam był wybór na dziewczynę!! Częściowo masz rację. Zgłosiły się trzy pandy - kobiety. Każda z nas dostała jeden pokój do sprzątania. Ja, dostałam taras i sypialnie. Gdy tak sobie sprzątałam przyszedł mój pracodawca, sprawdził wykonywaną pracę i powiedział...
Byłam nieco zdziwiona, ale postanowiłam dalej kontynuować pracę. Po paru minutach przyszły pozostałe dwie uczestniczki. Pracodawca nagle wyszedł i tyle go widziano... Mylisz się! Widziałam go!! Oto dowód:
Mojemu pracodawcy chodziło tylko o jedno.. posiadanie dziewczyny!! Eh... Jacy ci chłopi potrafią być głupi... Zresztą... Po chwili przyszła do mnie przyjaciółka i udało mi się znaleźć pracę!! Jednak co ja będę pisać o moich przeżyciach.. Miało być o miłości to będzie :D
Miłość na Panfu to chyba jednak głupota... Wiele takich związków trwa kilka minut i albo pani się wylogowywuje albo ma innego... Niektórym panom chodzi tylko o współżycie, które nie jest prawdziwym... Ale nie gadajmy o tych sprawach.. Masz rację! Takie związki to tylko buziak, buziak, ślub i dziecko...
Jednak... Przecież każdy powinnien mieć osobę którą bardzo lubi i ma na niej wsparcie. Tak, ale nie musi być to partner ale na przykład.. Ja!! Chodziło mi o przyjaciela! Dlatego warto mieć przyjaciela na którego można liczyć. Zgadzam się! I ja!! O jeju! Bym zapomniała!! Idę do pracy, pa!!
To ja też się zmywam!! Bye!
Pa!
Mty & Malinka2 & Maja160
O Boże, miłość? Co te pandy wyprawiają! Już lepiej być mną, w... znaczy to jest tajemnica, spadam! Jutro napiszę dla Was coś sam, to się przekonacie!
________
Oświadczenie od SN: świetny post, oby tak dalej. Daję 15 punktów do Rankingu.







